Trudno jest być emigrantką wychowaną w duchu harcerskim. Bardzo trudno. Z tego duchowo dusznego harcerskiego powodu.
Jestem emigrantką z wyboru – dwa lata temu zdecydowaliśmy wraz z moim mężem, że wyjeżdżamy do Wielkiej Brytanii, bo chcemy. Wyjeżdżamy nie po coś, ale dla czegoś i wyjeżdżamy nie dokądś tylko stąd. Mieszkaliśmy wtedy w Warszawie i było nam dobrze, ale postanowiliśmy, że chcemy gdzie indziej i inaczej.
O samym osiedlaniu się w innym kraju nie chcę pisać, bo to ani ciekawe ani na temat. I też nieproste doświadczenie.
Chcę napisać o tym, co mnie boli, a co w ogóle nie dotyka mojego męża. Ja, ale nie on, zostałam wychowana w duchu harcerskim. Przysięgałam pełnić służbę Polsce, polskiemu społeczeństwu. Uczyłam się polskiej historii, a jako pilna uczennica wszystkie pieśni hymniczne i narodowe, oraz wszystkie wiersze znałam na pamięć. I znam nadal, choć to po cichu przeklinam w duszy.
Bo to trudno iść ulicą innego kraju, być zadowoloną z życia tu i teraz, zadowoloną z tego, gdzie jestem i co robię i usłyszeć kolący bólem w tyle głowy fragment wiersza.
Więc przerzucają się przez moją głowę fragmenty literatury, wyrzuty sumienia, którymi się policzkuję:
„Bez tej miłości można żyć, ale nie można owocować”
albo
„Święta Miłości kochanej Ojczyzny, czują Cię tylko umysły poczciwe”
albo mój ulubiony:
„wiem na pewno, że ze sobą zostaniemy,
chociaż życie nam układa się nieprosto,
Nie możemy rozstać się trzasnąwszy drzwiami,
Moja miła, moja droga, moja Polsko”.
Bo wtedy czuję się jak ta, która wbrew wieszczom i poetom trzasnęła jednak drzwiami i wyjechała. Bo tak przecież zrobiłam. I nie byłoby we mnie problemu ani wyrzutów sumienia, gdyby nie godziny harcerskich kominków, ognisk i ogólne harcerskie wychowanie, które mówi mi do ucha – miałaś być tam, nie tu.
Dlatego postanowiłam być patriotką po swojemu. Tu i teraz. Tu, gdzie akurat jestem. A jestem akurat w samolocie ze Szwecji do Londynu. Jak co tydzień.
Pracuję w bardzo międzynarodowym środowisku i wszędzie tam, gdzie jestem staram się, aby wrażenie i doświadczenie kultury i historii polskiej, którym się mogę podzielić było jak najlepsze.
Czy kiedyś wrócę? Nie wiem, możliwe, że nigdy. Ale przecież nie przestanę być Polką nie tylko z powodu paszportu. Ale właśnie z powodu wychowania i przekonania.
Nie myślę o nas, jak o emigrantach lub imigrantach w Wielkiej Brytanii. Jesteśmy raczej migrantami po świecie. Jedziemy tam, gdzie akurat nas poniesie. To jakby niekończący się obóz wędrowny.
I tylko czasem tęsknię do tego pierwszego, najdłuższego obozowiska. Do kraju.
Autor: hm. Anna Michalina Gieniusz
Fot. Piotr Rodzoch